sobota, 16 stycznia 2021

BEMIBEM – Bemowe Frazy (Polskie Nagrania Muza 1974)

Idą deszczowe dni, idzie mokry czas
A Ty tyle słońca masz! 
Tyle go masz w Twoim głosie 
Myślach Twych i w uśmiechu 
Tyle go masz, 
Że otworzyć mogłabyś sklep 
Podaruj mi trochę słońca 
Na te deszczowe dni 
Na ten mokry czas 
Zachowajmy słońca garść 
Nie przynoś mi 
Swoich smutków 
W tak zabłoconych butach 
Nie przynoś mi 
Poniedziałków mokrych od łez 
Podaruj mi trochę słońca…


Kto z nas nie bawił się na imprezie przy dźwiękach latynoamerykańskiej muzyki? Patrz – Carlos Santana. Kipiący dobrą energią gatunek idealny do tanecznych pląsów, a ten wykonawca-gitarzysta jest jednym z najważniejszych ambasadorów tego gatunku. Nie jest przecież tajemnicą, że tego typu melodie kręcą wielu słuchaczy i porywają do tańca na prawie każdej imprezie. Muzyka latino jest wyjątkowa i fascynująca, a do tego wydaje się być nieprzemijająca, co potwierdza fakt, że wielu z nas nuciło fragmenty przebojów Carlosa, takie jak Oye Como Va, czy innego klasyka w rodzaju La Bamba, spopularyzowanego przez słynnych Los Lobos. 

Właśnie z tymi melodiami i rytmem kojarzy mi się twórczość rodziny Bemów. Dokładnie za sprawą piosenki, która niepodważalnie wzbudza we mnie nader pozytywne emocje, kojarzące się nieprzypadkowo z wakacyjną, ciepłą aurą. Fajnie to brzmi w kontekście aktualnych, styczniowych mroźnych i krótkich dni. Właśnie takie utwory jak przywołany „hicior” zespołu Ewy Bem sprawiają, że na chwilę możemy się oderwać od otaczającej nas rzeczywistości. Jeden utwór, a właściwie cała prezentowana płyta, stanowi remedium na ten obecnie panujący, dość nieprzychylny czas. Ale o sytuacji z covidem celowo nie będę wspominał tym razem. Choć trudno jest zupełnie bagatelizować problem. Zajmę się z niekłamaną przyjemnością dorobkiem Bemibek i kontynuacją wymienionej formacji, zespołem Bemibem. 


Ten pierwszy szczególnie zapamiętano jako grupę wykonującą muzykę z pogranicza jazzu, soulu, latino (w tym bossa nova) z domieszką brzmień rockowych i bluesowych. Był jednym z pionierów, dźwiękonaśladowczego sposobu śpiewania, charakteryzującego wokalistykę jazzową, a polegał na naśladowaniu odgłosów instrumentów i zastępowaniu tekstu onomatopejami zwanymi skat. Informacyjnie dodam, że mistrzynią tego typu śpiewania, i to na całym świecie, stała się Urszula Dudziak. 

Liderem obu zespołów był, niestety już nieżyjący, Aleksander Bem, zaś za teksty odpowiadali popularni na początku lat 70-tych m.in. Wojciech Młynarski, Marek Skolarski, Marek Dutkiewicz. Obok własnych utworów Bemibek chętnie w trakcie swoich występów sięgał po repertuar klasyków polskiej sceny muzycznej jak: Krzysztof Komeda (Matnia), Zbigniew Namysłowski (Sprzedaj mnie wiatrowi), Tomasz Stańko. Warto wspomnieć, że Bemibek towarzyszył zespołowi Klan podczas realizacji płyty Mrowisko oraz wspomagał wokalnie Anawę Marka Grechuty, a nawet zapuszczał się w świat muzyki filmowej. 

Wśród najbardziej popularnych utworów w dorobku grupy okazały się takie kompozycje jak: Sprzedaj mnie wiatrowi, Narwańce polne, Kolorowe lato, Nie bójmy się wiosny, Podaruj mi trochę słońca, Zawsze mamy siebie, With A Little Help From My Friends, Let It Be - The Beatles, Light my Fire The Doors, Oye como va C. Santany. 


Wraz z upływem czasu i odejściem z zespołu Andrzeja Ibeka, formacja przekształciła się w marcu 1973r. w Bemibem. Dla formalności wspomnę, że zarówno stara, jak i nowa nazwa oczywiście nawiązywała do nazwisk liderów tych grup muzycznych. Stylistycznie w dalszym ciągu kontynuowali styl i brzmienie Bemibek z akcentem na brzmienia jazzowo soulowe (Suita miejska). Naturalnie korzystali z repertuaru poprzedniczki nie zapominając o wzbogacenie swojej setlisty o utwory Proud Mary Creedence Clearwater Revival, czy You’ve Got a Friend Jamesa Taylora. 

W skład zespołu wchodzili:
Ewa Bem – śpiew, instrumenty perkusyjne
Aleksander Bem – śpiew, perkusja, lider zespołu
Tomasz Jaśkiewicz – gitara (w 1975 r. zastąpiony przez znakomitego muzyka, lidera późniejszego VooVoo Wojciecha Waglewskiego.)
Paweł Dąbrowski – gitara basowa
Mariusz Mroczkowski – pianino, śpiew.
Jarosław Bem – instrumenty perkusyjne, śpiew

Rok później zespół nagrał album zatytułowany „Bemowe frazy”, gdzie obok premierowych utworów, przeważnie skomponowanych przez Aleksandra, starszego brata pani Ewy, pojawiły się już dobrze ograne, sprawdzone piosenki Bemibek, ale w nieco innych aranżacjach. Podczas sesji zespół Bemibem zasilili sprawdzeni sidemani w osobach gitarzysty Marka Blizińskiego, Jana Jarczyka grającego na pianinie elektrycznym Rhodes Fender, Wojciecha Kowalewskiego obsługującego konga i inne membranofony oraz zespół instrumentalny pod batutą Tomasza Ochalskiego. Oprócz nich z zespołem współpracowała cała śmietanka polskiej sceny jazzowej w osobach Włodzimierza Nahornego, Jana „Ptaszyna” Wróblewskiego, Tomasza Stańki, Tomasza Szukalskiego, Janusza Muniaka, Waldemara Kurpińskiego. Finisz istnienia Bemibem w 1976 r. zbiegł się z początkiem solowej kariery Ewy Bem w 1976 roku, choć formacja na krótko została reaktywowana w 1991 roku. 


Muzyka z tego krążka to mieszanka popu (Bemowe frazy) – ale oczywiście tego pożądanego, gdzie prawdziwi muzycy grali na prawdziwych instrumentach – rocka i jazzu, z doskonałymi harmoniami wokalnymi w szczególności Ewy i Aleksandra Bemów przy akompaniamencie znakomitych instrumentalistów. Z perspektywy czasu ten album to nieco zapomniany diament, ale po prawie pół wieku wciąż cieszy moje ucho. Pomimo w miarę prostych aranżacji może ujmować swoim ciepłem i miłym brzmieniem, gdzie co rusz napotykamy nienachalne elementy jazzowe, które są wyraźnie widoczne w strukturze kompozycji, doborze instrumentów, i wreszcie wyraźnym źródle inspiracji wszystkich uczestników sesji. 

„Bemowe frazy” odzwierciedlają szeroki zakres oddziaływań, począwszy od muzyki brazylijskiej w tym bossanovy, samby (Nie bójmy się wiosny, Kolorowe lato) poprzez soul (Podróż bez dziewczyny), funky (Nigdy w życiu nie jest tak), latino jazzu, a skończywszy na big bandowym rozmachu z wyrafinowanymi harmoniami wokalistów (Dlaczego nas tam nie ma, Zawsze mamy siebie). Do tego muzyka popowa z lat 70-tych… i nie krzywcie się na to, bo konia z rzędem temu, kto tak zmyślnie i fajnie przedłożył ten niby kiczowaty gatunek szerokiej publiczności. A zresztą, co tu dużo gadać. Bez wdawania się w szczegóły jest to muzyka pełna naturalnego wdzięku i uroku. Ujmuje swoją bezpretensjonalnością, ale też brakiem muzycznej konfekcji i artystycznego kiczu, preferowanego przez muzyków estradowych tamtych lat. Muzyka na „Bemowych frazach” nawet dzisiaj brzmi miło i sama w sobie jest lekkostrawna w odbiorze. Sądzę, że z takim brzmieniowym ładunkiem emocji, jej pozytywny przekaz będzie trwał jeszcze długo. 


Na zakończenie taka oto kwestia:

A co może mieć wspólnego z albumem Bemowe Frazy znakomity gitarzysta i popularyzator muzyki Jimiego Hendrixa – Leszek Cichoński?

Już wyjaśniam.

W ramach obchodów 70. urodzin Carlosa Santany wrocławski gitarzysta wraz ze swoim zespołem Cichonski – Torres Band podjął się projektu Viva Santana. Co zakończyło się nagraniem własnej wersji przeboju „Bemów” – Podaruj mi trochę słońca. Chyba nie trzeba wyjaśniać dlaczego?! 😊 Leszek Cichoński, główny animator i współwykonawca Gitarowego Rekordu Guinnessa z utworem Hey Joe, aby oddać klimat latino w kompozycji rodzeństwa Bemów, do projektu zaprosił nieprzypadkowych gości, którzy w podobnym repertuarze czują się jak przysłowiowa ryba w wodzie. 

Jeden z liderów projektu, grający na instrumentach perkusyjnych Jose Torres, znakomicie wzbogacił brzmienie nadając całości klimat południowoamerykański. Tak oto zespół, obok kilku sztandarowych kompozycji Santany (Samba Pa Ti, Europa, Oye Como Va, Black Magic Woman, Moon Flower, Smooth), do swojego repertuaru włączył niezmiernie korespondujący z klimatem muzyki, rzeczony utwór z omawianej płyty. Muzykom towarzyszył basista Tomasz Grabowy w duecie z perkusistą Łukaszem Sobolakiem, wokalista Damian Szewczyk oraz grający na kongach Osmar Pegudo. 

Skład uzupełniał, i tu zaakcentuję, grający na instrumentach klawiszowych, pochodzący z mojego rodzinnego miasta, a nawet osiedla, rozpoczynający swoją muzyczną przygodę przeszło ćwierć wieku temu w amatorskim blues bandzie 5 Rano, znakomity muzyk Robert Jarmużek. Zbieżność nazwy (5 rano) z zespołem „Łukasz Łyczkowski & 5 Rano” jest całkowicie przypadkowa, oczywiście zgodnie z moim stanem wiedzy na ten temat(?) Choć Ł. Łyczkowski współpracuje z panem Leszkiem C. !!!





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz