czwartek, 1 września 2016

SBB – Memento z Banalnym Tryptykiem (Muza 1981)


Właściwie nie ma nic nadzwyczajnego
W spożywaniu owocu
Ani w nim samym
Jabłko mała planeta wszechsadu
Unosisz ją w górę i strząsasz
Wodę i ogień
Może tylko otwieranie granicy między zielenią i bielą
Zagajnik smaku wśród wyrudziałych pól
Córko mała damo z jabłkiem w dłoni
Chytrym zwierzątkiem
Przewrotną łasicą nadziei
Właściwie nie ma nic nadzwyczajnego
W spożywaniu owocu
Ani w nim samym
Najłatwiej tu o ocalenie jarmarcznych obrazków
Ojca wypuszczającego strzałę w stronę syna
Kuszonej i kuszącej
Nobliwego wyspiarza
Który na długo odebrał
Ludziom nadzieję oderwania się od ziemi
Właściwie nie ma nic nadzwyczajnego
W spożywaniu owocu
Ani w nim samym
Córko
Zabici leżą pośród jabłek w sadzie


Kompozycja centralna na tym wydawnictwie to świadectwo wyjątkowych zdolności autorskiej spółki Józefa Skrzeka-Juliana Matei. Muzyka wspomagana dawką liryzmu wywołuje z pewnością prawdziwe emocje.
Apogeum wspólnych działań artystów w najbardziej interesującym, pierwszym okresie działalności. To nie tylko efekt zawiłej drogi twórczych poszukiwań. Collage’u tygli stylów. 
To zaprawdę jedno z najbardziej imponujących osiągnięć Skrzeka i spółki. Wspaniały dźwiękowy fresk, który ani na jotę nie stracił swojego blasku wbrew mijającym latom. Jednakowoż, kiedyś jak i teraz, porażający siłą wyrazu, czystym brzmieniem instrumentów oraz inwencją melodyczną.

Na albumie mamy genialnie dojrzałe dynamicznie aranżacje. Treść dźwiękowa zdaje się bardziej mięsista w warstwie gitarowej przez to wyraźniej rockowa. Niezapomniane są solówki „Lakisa”, a każde zagranie Sławka Piwowara jest precyzyjnym, a także świeżym uzupełnieniem struktury kompozycji. Frontman, bo tak chyba należy określić Józefa Skrzeka, wywiązał się w swoim debiucie producenta w sposób doskonały. Naładowany twórczą wyobraźnią sprostał wyśmienicie temu wyzwaniu. Dzieło, które może być efektem pracy wyłącznie wielkich artystów, znakomicie dysponujące tempem i dozujące niepowtarzalny nastrój. Muzycy niczym wytrawni malarze nadają barwę, dawkują fakturę oraz światłocień wszystkim stworzonym kompozycjom. O poziomie jaki trzymają poszczególne utwory świadczą wybitne momenty, przywołujące skojarzenia z King Crimson, Pink Floyd, Mahavishnu Orchestra etc. Z całą odpowiedzialnością można postawić nasze polskie SBB w jednym szeregu z tymi gigantami światowego rocka.



Sam album zespolony jest charakterystyczną klamrą dodającą nieco dostojności. Jest to fragment kompozycji muzyki poważnej Johanna Straussa Pochwała kobiet (Lob der Frauen). Po nim naszym uszom objawia się autorski utwór Skrzeka, otwierający ten kalejdoskop muzycznych barw - Moja Ziemio Wyśniona, stanowiący kompendium stylu tria. Od początku potężna dawka totalnej energii. 

Superzasta mieszanka perkusji, klawiszy i gitar. W miarę upływu czasu zmienia się w fragment subtelny, by po raz kolejny przeistoczyć się w iście drapieżny kawałek. Do tego gitarowe, nieziemsko zgrane glissanda, czy solówki Anthimosa i Piwowara. Ich wzajemnie uzupełniające się gitary rozpływają się we wszystkich obszarach dźwiękowej przestrzeni. Łamiąc schematy utartych muzycznych szlaków. Za następny utwór Trójkąt Radości odpowiada dokooptowany do oryginalnego pierwszego składu SBB gitarzysta Sławomir Piwowar. Wirtuozeria czwartego muzyka ukazana w całej krasie! To instrumentalny wolniak. We wstępnej partii akustyczny, w drugiej przeobrażający się z całą mocą w elektrycznie masywniejsze granie. Numer trzeci to pozbawiona partii wokalnej kompozycja nawiązująca do nurtu jazz fusion - Strategia Pulsu, wykreowana przez autorską spółkę perkusisty Jerzego Piotrowskiego i gitarzysty Anthimosa „Lakisa” Apostolisa. Tu również w kulminacyjnej części utwór przeobraża się w bardziej tradycyjne bluesujące granie, za sprawą  sola na harmonijce  Józefa Skrzeka. Na „główne danie” mamy wielowątkową tytułową suitę.


Zwieńczenie wysiłku kreowania wspaniałych dźwięków przez cały kwartet. Fenomenalny przykład stylowego i wyzwolonego grania SBB. Przenikliwemu wokalowi Skrzeka towarzyszą na przemian fragmenty progresywne. Przyprawione ścianą dźwięków instrumentów klawiszowych, ale też ponownie bluesrockowe nuty, obecne za sprawą  gościnnego występu brata lidera, nieodżałowanego Jana „Kyksa” Skrzeka. Całość dopełnia zniewalająca solówka gitarowa Atimosa. Wykorzystana epizodycznie jako tło dźwiękowe w polskim serialu lat 80-tych Jan Serce. Jako suplement na kompaktowej reedycji z 2005 roku, znalazła się jeszcze jedna kompozycja Z których krwi krew moja, w bardziej subtelnej wersji niż pierwowzór pochodzący z płyty Pamięć

Obok wyżej wymienionych muzyków mających decydujący wpływ na kształt muzyki na albumie, pojawili się również gościnnie Alicja Piwowar i Renata Szybka, serwujące oklaski wplecione w jedną z kompozycji. Cały materiał zarejestrowano w Studiu Polskiego Radia w Opolu. Warto zaznaczyć, że autorem bardzo dobrych tekstów był poeta Julian Matej. Właściwie Romuald Skopowski i, co niestety jest mu pamiętane, współpracownik Służb Bezpieczeństwa epoki PRL. Taka oto przewrotna historia związana nie tylko z biografią zespołu, ale i z zawiłymi losami Polaków.


Na przekór upływającego czasu wydaje się, że nic nie jest w stanie zmienić fascynacji „Szukaj, Burz, Buduj” (SBB) swoimi instrumentami. Niegasnącej pasji grania, co najlepiej odzwierciedlił niedawny występ grupy w puławskim Domu Chemika, na którym z nieodpartym zachwytem miałem sposobność być i obcować z brzmieniem wciąż nieskończonych kreatorów mistrzowskiej nuty.

Don’t Stop Silesian Blues Band!


6 komentarzy:

  1. Cudowna, magiczna płyta i świetna recenzja, którą przeczytałem z prawdziwą przyjemnością. Dziękuję. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo :) Cieszy, że są jeszcze słuchacze, którym taka muzyka idzie na zdrowie :) Zapraszam na bloga :)

      Usuń
  2. Mega płyta...i świetna recenzja....Szacun dla Autora bloga wielki !!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jasne, że można postawić. Ale po co ten patos "nasze polskie SBB". Akurat Polska ma bardzo dużo wykonawców na światowym poziomie i jesteśmy bogatym krajem Zachodu, więc nie musimy się dowartościowywać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie było w Polsce żadnego komunizmu ani żadnych służb bezpieczeństwa. Polska nie miała zawiłej historii, a już na pewno nie po II wojnie światowej, kiedy mieliśmy największą powinność być rozwiniętym, normalnym, spokojnym krajem Zachodu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie było też ORMO, a ZOMO samo się biczowało pałkami i rozpylało gaz rozweselający ku uciesze społeczeństwa. Górnicy z kopalni "Wujek" sami do siebie strzelali. A co do powinności czyli nakazu "bycia rozwiniętym (?), normalnym (?), spokojnym krajem" to raczej nasz wielki przyjaciel ze wschodu (ZSRR) przy pomocy ówczesnych polskich władz, z tego co wiem, miał całkiem odmienny pomysł na ówczesna polską rzeczywistość.

    OdpowiedzUsuń